![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() |
astralnywedrowiec bloguje...2010-07-21 15:38:23coś się kończy i coś się zaczyna Jakoś tak... cezus czasu odcisnął swoje piętno ostatnio bardziej znacząco niż zazwyczaj. Mam potrzebę zakończenia pisania tu, za duży dywan przeszłości, tkanina, która jest zbyt ciężka, by ją gdziekolwiek powiesić, opasuje wszystkie ściany jak pajęczyna, katy duszy. Więc nie piszę już tu, oficjalnie, finito. Astralny umiera po cichu, niemal samotnie, wraz ze swoimi ideałami, podrygami liryczności, w zakurzonym łózku. Żegnajcie, kochane gwiazdy. Znikam, gdzie indziej. Czasem jeszcze zajrzę, zobaczyć, czy ktoś tu zabłąkał ze starych przyjaciół... skomentuj (1) 2010-06-02 17:04:40 z wieczorku tanecznego w jednej z krakowskich knajp... - Ciekawe czy marzysz o tym samym co ja...? -Marzę o tym, by przytulić się do poduszki. -No widzisz. Tak jak myślałem, marzysz o tym by przytulić się do jaśka... skomentuj (2) 2010-03-16 21:45:44 Wiosenna twarz samotności Jakoś to do mnie tak dociera mocno ostatnio. Dociera do mnie, jak łaknę tej cholernej czułości i pogłaskania, niczym kot, którego chcę mieć. Chcę dać to, czego pragnę sam. Żeby ktoś podrapał po głowie, przytulił, wbił pazury w naprężone ciało. Miota się wewnętrzne stworzenie w tę i w tamtą stronę. Uwięzione w klatce, której kraty nikną, jak sople skąpane wrzątkiem... Nie jestem chyba cierpliwy. Wieje ten północny wiatr już tak długo, a ja ciągle czekam, aż coś się wydarzy. Aż Ktoś chwyci za rękę... i przytuli, tak mocno jakby świat miał się za chwilę skończyć. I zostanie. Tak to już męczy okropnie. Najgorsze są te chwile, gdy serdeczne palce wplatają się we włosy. Trwa to ledwie kilka sekund. Nawet nie... może sekundę. A tak mocno wypala się w myślach i wspomnieniach. Czy to koleżanka w pracy, czy przyjaciółka w knajpce... Smukłe palce przebijające się przez loki, aby dotknąć na chwilę twardej czaszki pełnej od wirujących myśli. A są to jednocześnie chwile najlepsze... W ogóle dotknięcia, na które jestem cholerie wyczulony... Samotność ciężka jest do zniesienia. Samotność nie tylko ciała, ale też serca, duszy, myśli, kiedy człowiek ma wrażenie, że żyje tak totalnie obok wszystkiego, sam we własnym świecie pełnym pustych poranków, kielichów wina wychylanych do monitora (bo lustra są już przeterminowane) tekstów o erotyce pisanych na zamówienie i starych marzeń, rozcieranych w palcach jak pył ze skrzydeł motyla... Tęsknię do poważnych, głębokich rozmów po gorącej miłości, kiedy ludzie na prawdę się słuchają, bo już nic więcej od siebie nie chcą... Doła chyba złapałem. skomentuj (8) 2010-03-13 10:50:48 czasem... są nawroty skomentuj (2) 2010-02-13 11:32:20 Cisza... przed burzą? skomentuj (1) 2010-01-08 01:05:22 membrana duszy Ostatnio gdzieś mi się obiło o oczy - piłeś - nie pisz. A jednak napiszę, co tam, to były tylko dwie lampki wina i kubek herbaty. Siedzę sobie teraz samotnie w pokoju na Morsztynowskiej, gdzie ściany nasiąkniete są tyloma chwilami śmiechu i radości, plotek, nowinek, erotyki, troszke szare od zapachu kawy, lekko spękane od smutku i okresowych kłopotów. Siedzę, słucham sobie Yanna Tiersena i rozmyślam. Rozmyślam o tym filtrze w duszy, który się stworzył. Może to dorastanie, może jakaś autoforma obrony - nie da się jednak ukryć, że filtr, membrana, błona, kryształowy pancerzyk - jakkolwiek by tego nie naywać, jest. Nie, żeby jakoś to szczególnie teraz przeszkadzało - oswoiłem się z myślą, że ta nieprawdopodobna bliskość i zmysłowość wszechświata, przeżywanie każdego słowa, rozszarpanie od emocji - że to jednak gdzieś zniknęło. Na chwilę. Ciągle mam wrażenie, jakby jądro mnie samego, to superczułe, superodbierajace, supernadające, jestestwo, jaźń, samo sedno istnienia i świadomości - było zawinięte w plastikowy worek, pajeczynę, kokon. A emocje - jak kamyki wspomnien wrzucone do wody - lśnią, przebijają się przez falującą powierzchnię idei, zmieniając kształt i kolor w zależności od tego, jakie pada na nie światło z umysłu. Czuję, że czekam. Zmieniłem się w klepsydrę, w której ziarnko za ziarnkiem przesypują się wspomnienia i słowa. Czekam, aż zacznie się dziać coś, co będzie super ważne. Czekam na tę ukochaną duszyczkę, błądzącą gdzieś po tym świecie. Tęsknota skłania się ku wyobrażeniom, tworzę ją w głowie, wyobrażam sobie, kim by musiała być i patrzę uważnie. Gdzieś w środku tli się niezłomna pewność, wsparta na podporach nadziei, że już wkrótce, może dziś, może za miesiąc, może za rok... ale w końcu wszechświat znowu tak się ułoży, że poczuję radość i to wyjątkowe ciepło w sercu, drżenie w duszy, oszałamiającą tęsknotę. Czekam na pieśń skóry, muzykę oddechu i harmonię myśli. Gdzieś tam jest ktoś wyjątkowy dla mnie, dziewczyna, z która spędzę wiele szczęśliwych lat. Wierzę w to jak w nic innego na świecie. Ale... zmęczyła mnie ta samotność już przeokrutnie... A jak ona się pojawi, to kokon pęknie, membrana zniknie, kryształowe ścianki rozsypią się w pył, który uniesie się ku czarnemu jak smoła niebu i zmiesza z gwiazdami. A ja będę płakał z radości i przytulał wszystkich naokoło... skomentuj (2) |
|